trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam, niedawno wymieniałem iskrownik. Wszystko latało jak talala, aż do dnia wczorajszego. Wziąłem się za umycie moto, umyłem je jak zwykle, karcherem, tylko silnik był bardziej zasyfiony niż zwykle i musiałem go "porządniej" wymyć. Po myciu odpalam, pyrka sobie na wolnych i za chwilę gaśnie, nie chce odpalić z kopa, więc próbuję na pych. Przepchałem ok. 50m i odpalił, pochodził sobie, pojeździłem, zgasiłem i schowałem do garażu, nie brałem sobie do bani, że miałem problem z odpaleniem.
Dzisiaj wyprowadzam z garaży, jeden kop i chodzi, ale nie chce trzymać wolnych obrotów. Zgasł. Na kopa znów nie chciał odpalić, więc pych. Nalatałem się z nim jak głupi, patrząc na licznik przepchałem go przez 1,5km odpalił. Pochodził sobie, wolne obroty już trzymał. Poszedłem pomóc na moment mamie, wróciłem, chciałem przegazować i zgasł. Próbowałem na pych, na kopa i nic. Zmieniłem cewkę WN, moduł, odłączyłem stacyjkę, wysuszyłem nagrzewnicą iskrownik, i nadal nie odpala. Moje pytanie brzmi: czy przez moją głupotę kolejny raz spalił się iskrownik? Wykręcałem świecę, mokra jak gnój, przerwa ok, kolor ok, wszystko wskazuje na iskrownik.
Proszę o pomoc i z góry dziękuję, pozdrawiam








