Wycieczka dość spora 50km chodzi jak marzenie - wszystko ok
Oczywiście przerwy na chłodzenie częste bo jest na dotarciu jeszcze - ogólnie oszczędzam.
Wracam do domu i zaczyna go dusić - myślę - kaplica po raz drugi
Ale okazuje się, że okłamała mnie wskazówka od paliwa - głupota starego człowieka
Dojechałem na oparach.
Wcześniej oczywiście dałem mu ssanie bo myślałem że się gaźnik rozregulował a trzeba do domu te 3km dojechać... Dojechałem.
Dzisiaj wizyta na najbliższej stacji czyli Statoil... Tankowanie 95 bezsiarkowa - oczywiście automagicznie znika możliwość odpalenia na rozrusznik
Ustawiam całość po raz nty i dalej o rozruszniku nie ma mowy - raz na 50 prób chwyci ale to tylko błąd statystyczny, że tak powiem.
Stąd moje pytanie: czy to może być wina paliwa, może pociągnął z baku na rezerwie jakiś syf, zauważyłem, że jak mu dam po gazie to na 7k lubi se strzelić (nie ogniem a pustym dźwiękiem - nie wiem jak to opisać)
Dodam, że zawory regulowałem na 0,05 i 0,07...
Co robić - czyścić gaźnik po raz kolejny po 100km
?
Od czego zależy ten nieszczęsny rozrusznik - iskra jest, kompresja też, kręci elegancko i nic. Na kopa od strzału
Iglica ustawiona na 2 ząbek patrząc od dołu - tylko tak wchodzi mi ładnie (choć nie do końca ale nie testuję) obroty... Mogę ruszyć z miejsca bez obawy że mi się zadusi...
I jeszcze jedno. Wymieniłem olej. Wlałem tak jak w instrukcji 0,9 ale dzisiaj widzę że chyba jest go za dużo - czy to też może mieć coś wspólnego - dodam że wcześniej (wczoraj) jechał elegancko.






