Sprawa wygląda tak: na początku nie chciał odpalać, po kilku próbach w końcu załapał ale jak nie dało się gazu to gasł. Podkręcałem mu obroty na gaźniku, żeby jakoś się trzymał to strasznie mu obroty skakały. No ale ok, jak chodzi to jadę. Przejechałem się kawałek i zrobiłem długi postój. Przy odpalaniu sytuacja znów się powtarza, tylko, że jak ruszam i jadę kawałek to motor zaczyna nagle zwalniać, puściłem i dałem gazu i zaczął jakoś dziwnie głośno pracować i nie miał w ogóle siły mnie uciągnąć, aż w końcu zgasł i już nic. Wspomnę jeszcze, że strasznie cały silnik i wydech się nagrzał, że nie można ręki nawet przyłożyć, a przejechałem jakieś 2-3km.
Trochę się rozpisałem, ale chciałem wytłumaczyć sprawę jasno.
Czym to może być spowodowane??







