Opiszę swoją historię

Wczoraj wracałem jak zwykle... i w pewnym momencie moto odmówiło posłuszeństwa - z początku zaczął się dusić, dało się jechać na minimalnych obrotach. Osłabł zupełnie, tak że pod górkę trzeba było "pomagać nogami".
Po rozkręceniu okazało się, że jeden z trzpieni mocujących konik zaworowy wyłamał się lekko z gniazda i cały chodził w dodatkowej "osi".
Wymieniłem głowicę (mam zapasy na takie przypadki) i teraz sprzęt odzyskał część mocy tylko występuje problem nietrzymania obrotów (wygląda to podobnie jak w momencie kiedy brakuje paliwa i jedziemy na "oparach").
Ogólnie da się "normalnie" jeździć - tylko miewa takie szarpnięcia jakbym się bawił manetką??? Zastanawiam się czy może impulsator zamoknął? albo coś z elektryką?
Czyściłem gaźnik, regulowałem zawory. Widać, że chce działać - tylko coś jeszcze mu przeszkadza...
Dodam jeszcze, że:
- poj.110 przebieg... 17k (myślałem, że tłok albo cyl odchodzi już z tego świata, ale oględziny tego nie potwierdzają - kompresja wzorcowa).
- moduł odblokowany
- świeca wymieniona.




