majstry, jest taki problem. Gaźnik mam jako tako wyregulowany, odpalić muszę na ssaniu, ale na początku muszę przez jakieś 10 sekund trzymać gaz, żeby nie zgasł, potem musi sobie popyrkać na ssaniu, aż termometr wskaże jakieś 55-60 stopni, czyli jak na pracę na wolnych obrotach, to dość długo (z 30 minut, jak nie lepiej), wtedy mogę wyłączyć ssanie i na wolnych chodzi bez zarzutu, ale jeśli odpalę na ssaniu, pochodzi z 5 minut i wyłączę ssanie to obroty powoli maleją i gaśnie (choć czasem "przetrwa" i będzie chodził dalej). Co najlepsze, świeca jest okopcona i ma na sobie jakiś milimetr nagaru. Próbowałem ustawiać uboższą mieszankę, ale to nic nie daje, świeca dalej czarna i ma na sobie nagar, co nigdy u mnie nie występowało i wątpię, że powinno. Myślałem też, że lewe łapie, ale napier*alałem plakiem przez 10 minut i nic, obroty ani drgnęły.
Nie wiem co go może boleć. Pomożecie?
Pozdrawiam.





