pomóżcie mi panowie, bo już naprawdę nie mam siły na to.
Zginęła mi jedynka, znaczy sie po części, bo czasem wchodziła. Na zimnym weszła, ale przy ruszaniu wyskakiwała, na ciepłym czasem wchodziła. Zapadkę od razu odrzuciłem, bo gdyby to była ona, to i dwójka by mi wyskakiwała czasem (wiem, bo miałem tak, gdy się obluzowała). kaccerski podpowiedział mi, że to może być wina wodzików, że jeden z nich może być przytarty, ale dziś to rozebrałem i wszystko w jak najlepszym porządku. Wszystkie tryby w całości, w silniku ani grama opiłków. Sprawdzałem na sucho, po zdjęciu sprzęgła i tego dużego koła zębatego, wszystkie biegi wchodziły (tylko 3 i 4 jak sie wałkami ruszało, no ale wiem, że to norma), ale jedynka za cholerę nie wchodziła. Dopiero jak kręciłem wałkiem to wskakiwała, a powinna wbić bez kręcenia wałkiem.
Jak myślicie, co go może boleć? Ja już rozkładam ręce, myślałem, że zrobię, a tu du**...
Za rozsądne wypowiedzi stawiam piwka
Z góry dzięki za pomoc







