wczoraj po obejrzeniu filmu "bokser" leżałem i myślałem czy może ja bym nie został dawcą, bo po śmierci i tak organy nie będą mi potrzebne, a mogę komuś uratować życie. jak wiadomo prowadzę nawet szybki tryb życia i nigdy nie wiadomo kiedy co się stanie.
co sądzicie na ten temat? kto by się odważył coś takiego zrobić ? a kto nie? podejdźcie do sprawy w miarę poważnie












